This page is hosted for free by cba.pl, if you are owner of this page, you can remove this message and gain access to many additional features by upgrading your hosting to PRO or VIP for just 5.83 PLN.
Do you want to support owner of this site? Click here and donate to his account some amount, he will be able to use it to pay for any of our services, including removing this ad.
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
Moja ulicaCiekawe obiektyZniszczenia 1945FortyfikacjePowodzieŚląski RzymPanoramy


Fotografie

 
Lakoniczność informacji oraz nieścisłości i niedomówienia, towarzyszące literaturze powojennego 40-lecia, jak również brak powszechnego dostępu do wiarygodnych źródeł dotyczących zniszczenia Nysy w 1945 r. stwarzają wokół tego tematu intrygującą atmosferę sensacji i tajemnicy, wciągającą w krąg zainteresowanych coraz większą liczbę jej współczesnych, najczęściej - młodych mieszkańców. A jednoznaczne ustalenie przyczyn zniszczenia Śródmieścia jest już dzisiaj zadaniem bardzo trudnym. Spróbujmy więc razem - kojarząc uznane dotąd fakty z krążącymi szeroko mniej oficjalnymi opiniami - stworzyć najbardziej prawdopodobną wersję zdarzeń. Każdego, kto posiada udokumentowaną wiedzę, wnoszącą nowe elementy do poniższych rozważań, proszę o kontakt. W ten sposób wspólnie możemy zbliżyć się do prawdy.

Rozwijające się intensywnie od końca XIX wieku miasto w marcu 1945 r. znalazło się na linii frontu. Nawet w obliczu przesądzonego wyniku wojny podjęto przygotowania do walki, zakładając utworzenie trzech pierścieni obrony wokół miasta. Dowodem jest zachowany plan, sporządzony u schyłku wojny przez dowództwo nyskiego garnizonu. Zamierzenia te zrealizowano tylko częściowo, koncentrując się głównie na odparciu spodziewanego natarcia z północy. Przez pół wieku oficjalne źródła stworzyły obraz zażartych walk o miasto, aby usprawiedliwić jego straszliwe zniszczenia. Jednak niespójność danych rodzi uzasadnione podejrzenia, że prawda jest nieco inna. W źródłach napotykamy różnice zarówno w chronologii, jak i w opisach prowadzonych działań, z czego wyłania się jedynie dość ogólny zarys zmagań w tym rejonie. Główne siły radzieckie parły na Berlin, gdy tymczasem wojska II Frontu Ukraińskiego pozostawały znacznie w tyle - w rejonie Dolnego Śląska i Opolszczyzny. Tutaj koncentracja wojsk niemieckich była na tyle duża, aby stawiać zaciekły opór. Wskutek tego oporu w ciągu kilku tygodni front zmienił główny kierunek z południkowego na niemal równoległy do pobliskich górskich pasm. W efekcie ciężkich walk sowietom udało się w kilku miejscach wedrzeć w głąb pozycji wroga, stwarzając groźbę okrążenia dużych formacji niemieckich. Tak też było w przypadku Nysy: pospieszne zgrupowanie na południe od miasta kilku dywizji niemieckich nie miało na celu jego obrony, lecz uderzenie na Rosjan celem odblokowania okrążonej w rejonie Łącznika grupy korpuśnej "Schlesien". W wyniku ciężkich walk w rejonie Nowy Świętów - Biała Nyska - Podkamień Rosjanie odparli uderzenie, a ich formacje nacierające od strony Prudnika zajęły węzeł kolejowy w Nowym Świętowie. Tak więc Niemcy utracili ważne połączenie kolejowe z Górnym Śląskiem, a sowieci uzyskali dogodną pozycję do wyprowadzenia natarcia na Nysę z drugiego kierunku. Widocznie miasto nie było aż tak ważne w niemieckich planach defensywnych jak Wrocław (80 dni oblężenia) czy Głogów (47 dni), skoro na wieść o natarciu Rosjan z drugiego kierunku (od południowego wschodu) hitlerowcy wycofali z miasta regularne oddziały, pozostawiając w nim jedynie Estończyków z SS i "Volkssturm" dowodzony przez przywódców partyjnych. Sowieci potraktowali Nysę jak wiele innych niewielkich miast na swej drodze do ostatecznego zwycięstwa: po rozpoczęciu w dn. 15 marca tzw. operacji opolskiej, zdobywając każdego dnia w ciężkich walkach 5-10 km terenu, równolegle prowadzili rozpoznanie lotnicze połączone z okazjonalnym bombardowaniem miasta. 17 marca zniszczyli lotnisko w Radzikowicach oraz dokonali nalotów na nyski węzeł kolejowy. Będąc już w bezpośredniej bliskości Nysy, z górujących od północnej strony wzniesień przeprowadzili sektorowy ostrzał artyleryjski, po czym ich czołowe formacje z marszu zaatakowały miasto. Tutaj natrafiły na skuteczny opór w rejonie "Górki Otmuchowskiej" i dzisiejszego Radoszyna. Według niektórych relacji, nastąpiło to już na kilka dni przed ostatecznym zajęciem Nysy. Natarcie drugiej grupy wojsk radzieckich, wyprowadzone z południowego wschodu, zniweczyło pierwotny plan hitlerowskiej obrony na linii rzeki. 22 marca Niemcy wycofali się do śródmieścia niszcząc obydwa mosty drogowe, ale zaalarmowani doniesieniami o szybkim przemieszczaniu się wojsk nieprzyjaciela od strony Prudnika, w nocy z 23 na 24 marca opuścili je bez walki, przegrupowując główne siły w kierunku południowo-zachodnim i zachodnim. Według relacji świadków radzieckie czołgi wjechały do miasta od północy po dwóch ocalałych torach mostu kolejowego, łącząc się w śródmieściu z siłami południowo-wschodniego uderzenia. Faktem jest, że miasto zostało dobrze przygotowane do obrony. Wiele ulic było zabarykadowanych zasiekami oraz stalowymi i żelbetowymi gwiazdoblokami (które jeszcze końcem lat 60-ch składowano na miejscu dzisiejszej strzelnicy sportowej w rejonie ul. Bolesława Śmiałego). Ale prawdą też jest, że nie zostały one wykorzystane do walk o miasto, gdyż w śródmieściu prawie nie walczono! Tak więc osławione w literaturze PRL-owskiej "piwniczne przejścia" i "wykute w murach otwory strzelnicze", jakie osadnicy napotykali po przybyciu do Nysy latem 1945 r. i później, nie zostały na szczęście wykorzystane. Ponadto wiele z nich wiąże się również z działaniami grasujących tam wcześniej szabrowników, szukających ukrytych kosztowności... Sam rozkaz führera o obronie do ostatniego żołnierza jeszcze nie świadczy o "kluczowym znaczeniu Nysy w niemieckim systemie obrony" - co nam serwują powojenne źródła. Takie rozkazy w ostatniej fazie wojny były powszechne, lecz - jak ogólnie wiadomo - nie respektowane. Relacje świadków i specyfika zniszczeń pozwalają z dużą dozą pewności stwierdzić, że starcia miały miejsce na północnym brzegu rzeki - na terenie Friedrichstadt oraz w rejonie rażenia naprędce dostosowanych do obrony starych fortyfikacji. Ale czy były to "zażarte" walki? W żadnym z dostępnych źródeł nie znajdziemy dokładnych danych na temat strat po obu stronach. W "Szkicach Nyskich" możemy znaleźć informacje, ale tylko o radzieckich stratach: w całym powiecie nyskim, w czasie trwania "operacji opolskiej" poległo 1644 oficerów i żołnierzy, z tego w walkach o Nysę, jak i już po jej zajęciu (miny, pożary, zawalenia budynków, działania grup dywersyjnych, itp.) - 182. I wciąż nurtujące pytania: gdzie pochowano ofiary szturmu Nysy? Rosjanie, Niemcy... Czyżby ciała ekshumowano i zabrano do ojczyzny? W wielu innych miastach na szlaku bojowym Armii Czerwonej do dziś istnieją radzieckie cmentarze... Dlaczego my tutaj o takich nie wiemy? Czy tak ważnym epizodem na szlaku bojowym Armii Czerwonej były walki o Nysę, skoro Ryszard Majewski w obszernej pracy "Dolny Śląsk 1945 - Wyzwolenie" w sposób bardzo lapidarny poświęca im tylko cztery zdania i dwa krótkie przypisy...?
Do czasu ewakuacji ludności Nysę zamieszkiwało 35 - 40 tysięcy osób. Wiele zbudowanych z rozmachem osiedli liczyło zaledwie 10 do 60 lat. Cenne zabytki, których historia sięgała zamierzchłych czasów, były chlubą Śląskiego Rzymu. Wojna zmieniła wszystko: wspaniałe gmachy użyteczności publicznej, rozległe kwartały pięknych i solidnych kamienic, lecz nade wszystko - całe stare śródmieście z jego perłami architektury - przestały istnieć. Jak do tego doszło? Spróbujmy powiązać znane fakty w rozsądną całość:
- Zajęcie miasta przebiegło bardzo szybko: trwało niecałą dobę i zakończyło się w nocy z 23 na 24 marca. Jednak bomby i ostrzał artyleryjski jaki wcześniej podjęli sowieci spowodowały rozległe pożary i znaczne straty. Runęło wiele zabytkowych kamienic oraz chluba miasta - gotycka, licząca niemal 450 lat wieża ratusza; spłonął dach katedry i jej barokowe organy. Po ewakuacji ludności nie miał kto gasić pożarów. Płonęło wiele budynków.
Ale po wkroczeniu zwycięzców Śródmieście, choć mocno okaleczone, nadal stało. Dowodem jest zamieszczona w tym rozdziale fotografia czerwonoarmistów u stóp zachowanego w całości Domu Wagi oraz kamienic okalających Rynek. Cóż więc się stało, że Nysa znalazła się w gronie najbardziej zniszczonych miast powojennej Polski...?
- Ofensywa rosyjska utknęła na kilka tygodni, a miasto pozostawało aż do maja w bezpośredniej bliskości frontu. Wszakże nie wszystkie hitlerowskie jednostki opuściły miasto. Jak podają źródła niemieckie, w Nysie i okolicy pozostała część 20-tej Estońskiej Dywizji SS, której zadaniem było prowadzenie akcji dywersyjnych i tym właśnie oddziałom sami Niemcy przypisują wiele pożarów i zniszczeń. Jeszcze w czerwcu 1945 roku nastąpił silny atak niedobitków hitlerowskiej armii z okolic niedalekich Zlatych Hor. Po opuszczeniu miasta 23 marca hitlerowcy jeszcze przez pewien czas przeprowadzali lokalne kontrataki, a z rejonu Białej Nyskiej i Głębinowa nękali nieco na oślep domniemane pozycje Rosjan ogniem artylerii. Zaś stacjonujący w Nysie sowieci, którym po wejściu na tereny III Rzeszy dowództwo znacząco pofolgowało, plądrowali i palili budynki, mszcząc się za krzywdy, doznane od najeźdźców. Nysa płonęła kilka tygodni. Później, już po zakończeniu wojny i oficjalnym przejęciu miasta przez polskie władze, tak zwane mienie poniemieckie stało się celem szabrowników, którzy często za pomocą ognia zacierali ślady swoich poczynań. Jednak należy przyznać, że dzieła zniszczenia dopełnili w czasie powojennego dziesięciolecia sami Polacy! Zrujnowany kraj potrzebował materiałów budowlanych, a na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych (których status jeszcze przez długi czas nie był pewny), istniały przecież nieprzebrane ich zasoby... Trwało więc rabunkowe pozyskiwanie materiałów nadających się do powtórnego wykorzystania. Aby wykonać narzucony przez Warszawę plan, często nie stosowano się do zaleceń ręcznej rozbiórki i systematycznego porządkowania ruin, lecz - jako najefektywniejszy sposób zdobycia pełnowartościowej cegły - prowokowano "samozawalenie" nawet będących w dobrym stanie budynków. To "odgruzowywanie" miasta prowadzono chaotycznie, bez jakiejkolwiek koordynacji czy skutecznej kontroli. Zdarzało się, że grupy rozbiórkowe wykradały sobie wzajemnie efekty swojej pracy, a gotowy materiał często przejmowali różni "pełnomocnicy". Do dziś nie wiadomo, kto i dokąd wywiózł ogromną część tego urobku. W efekcie ocalały jedynie kościoły (nie wszystkie) oraz nieliczne zabytki, które w międzyczasie zabezpieczano w sposób, na jaki pozwalały dostępne środki. Tak więc przez kilkanaście lat znikały kolejne budynki (również - wiele zabezpieczonych dużym kosztem zabytków!), a z nadejściem lat 60-tych rozpoczęto zabudowę ogromnych "pustek" nowymi domami, nie starając się zbytnio o architektoniczne nawiązanie do przeszłości. Najstarsza zabudowa w ogromnej większości zniknęła z powierzchni ziemi, a z dawnego urbanistycznego kształtu Śródmieścia pozostał praktycznie tylko układ ulic i placów. Jednak - powstrzymując emocje i realnie oceniając sytuację wyniszczonego wojną kraju - należałoby w jakimś stopniu usprawiedliwić bieg przytoczonych tutaj wydarzeń, bowiem z braku środków nie była możliwa realizacja założonego tuż po wojnie planu odbudowy Śródmieścia w jego historycznym kształcie, jak i utrzymanie takiej liczby zrekonstruowanych obiektów w należytym stanie. Cieszy nas dzisiaj piękno Nysy, jednak z podziwem i nostalgią przyglądamy się jej dawnym wizerunkom, a obrazy zamieszczone w tym rozdziale niech przypominają, do czego prowadzi każda wojna.

Nowy podział Europy po II wojnie światowej przyniósł poważne zmiany terytoriów państwowych, skutkiem czego nastąpiło przesiedlenie milionów Polaków i Niemców ze wschodu na zachód, jeszcze bardziej pogłębiając zrodzoną przez wojnę wrogość. A dziś? - Ogromna większość z nas urodziła się już tutaj i mamy prawo czuć się gospodarzami tej ziemi. Ale najważniejsze, by po sześćdziesięciu latach wyzbyć się wreszcie wzajemnych uprzedzeń. Niech nam będzie pomocną świadomość, że na obecny kształt naszego miasta jak i całej ziemi nyskiej złożyło się osiem stuleci wpływów wielu narodów i kultur, więc w tym kontekście należy oceniać wkład ludności polskiej w tworzenie historii tych ziem. Wzajemne animozje mogą być jeszcze długo podsycane przez nieodpowiedzialne kręgi. Jednak - dążąc do całkowitego pojednania - powinniśmy starać się zrozumieć ludzi wysiedlonych z własnych domów, oczekując zrozumienia z ich strony dla narodu tak potwornie doświadczonego przez hitlerowską agresję.

 
 
Mapa SerwisuAktualizacjePodziękowaniaKontakt
Strona główna