Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
NYSA
MIASTO NYSA
Kategorie
Informacje o Nysie
Społeczność
Informacje
Upadek ratuszowej wieży w Nysie w 1945
10.05.2017
W 1945 roku średniowieczny ratusz miejski runął i zakończył swoją historię, która zaczęła się jeszcze w średniowieczu. Co ciekawe nyski ratusz przeszedł dziewięć lat wcześniej gruntowny remont, który przywrócił go do świetności. Ratusz był pierwotnie wyposażony w zegar słoneczny z mechanizmem określającym porę dnia (zegar księżycowy). Poniżej pozwoliłem sobie zarchiwizować tekst zamieszczony przez Sebastiana na forum.nysa.pl. Są to relacje naocznych świadków, którzy widzieli upadek ratusza.
Witajcie. Podczas przeglądania archiwalnych numerów Neisser Heimatblatt, natknąłem się na ciekawy artykuł autorstwa prawdopodobnie jedynego świadka zniszczenia wieży nyskiego ratusza - członka lokalnego Volksturmu. Przetłumaczyłem i wklejam poniżej. Artykuł ukazał się w Neisser Heimatblatt z marca 1956 r. i został napisany anonimowo, pod pseudonimem -diw-. Myślę, że sporo wyjaśnia w kwestii chronologii zniszczeń Nysy w 1945 roku.


Jak padła wieża nyskiego ratusza

Naoczny świadek o śmierci dobrego przyjaciela

Piszę w dniu 21 marca 1945 r. Już od długiego czasu w wielu miejscach miasta szalały pożary, a wiele budowli z powodu pożaru i ostrzałów artyleryjskich legło w gruzach.

Niezależnie od mordów i pożarów wywołanych przez człowieka, natura podarowała nam tego roku, mimo wszystko, przepiękną wiosnę.

Od wczoraj stacjonujemy w Sławniowicach; my tzn. Oddział IV b przy sztabie nyskiego Volkssturmu. Wraz z Dr. med. Thasslerem otrzymałem zadanie przedostania się wczesnym rankiem do Nysy naszym Adlerem-Junior (austriacki samochód osobowy), w celu zabrania ze szpitala resztek urządzeń RTG oraz przyrządów chirurgicznych. Nikt nie był w stanie powiedzieć, gdzie przebiega granica linii frontu oddalona o godzinę od Nysy. Plotki głosiły, że Friedrichstadt jest już we władaniu przeciwników oraz że w Rochusie doszło już do starć z użyciem czołgów. Później mówiono, że linia frontu przebiega ciągle w okolicach Regulic, ponieważ przeciwnik ustawił się w okolicach Rothfest nad Nysą, kierunek uderzenia wskazuje w związku z tym bardziej na Konradową. To przypuszczenie okazało się później zupełnie prawdziwie.

Do Miednik droga przebiegała względnie bez przeszkód; czasami nastąpiła konieczność wykonania przerwy w jeździe w związku z okopami na drogach, ustawionymi rurami z cementu, albo przymusowo pod drzewami w czasie gdy nad nami przelatywały akurat dwusilnikowie sowieckie "rzeźniki". Od Miednik, zgodnie z niezawodną metodą, robiło się na błotnikach samochodu obserwację, by w porę rozpoznać nieprzyjacielski samolot. Dłuższa przerwa na PulvermuehleStrasse (obecnie Wyspiańskiego); dobrze że stare drzewa dają wystarczającą ochronę. Obok odgłosów detonowanych bomb, można od czasu do czasu usłyszeć rozłamujące się granaty. Dla odmiany jednocześnie ostrzał i bombardowanie. Około południa zrobiło się już spokojniej i mogliśmy przejechać obok lokalu "Erholung" przy Wyspiańskiego. Kościół garnizonowy miał nieznaczne uszkodzenie w wieży, które ledwie można było w ogóle dostrzec. Nie widać żadnych ludzi na ulicach.

Ulicę Hindenburgstrasse (Bohaterów Warszawy) zostawialiśmy w warkotliwej jeździe. Tu nie widać żadnych zniszczeń. Dopiero przy placu Staromiejskim i ul. Mariackiej zobaczyliśmy, jak bardzo i ta część miasta ucierpiała na skutek ostrzału i bombardowań.
W szpitalu znajdowało się jeszcze kilka "Szarych Sióstr", które były nam pomocne przy przeniesieniu cennych przyrządów RTG. Jakiż los mógł je spotkać? -
Na długo nie mogliśmy zatrzymać się w szpitalu. Tą samą drogą podążyliśmy szybko z powrotem, aż do restauracji "Cafe Irmer" przy ul. Krzywoustego. W wąskiej części tej ulicy, około Stusche, poczułem że powietrze robi się znowu "metaliczne". Pojechaliśmy więc w drugą stronę, w kierunku "Liebigs Hotel", a wtedy poczuliśmy wstrząs w Rynku. Wypadliśmy z samochodu, pobiegliśmy przez ul. św. Piotra, ukryliśmy się za murem przy drogerii Braunert i przeżyliśmy wówczas, prawdopodobnie jako jedyni Nysanie, śmierć kochanego, dobrego i czcigodnego przyjaciela.

Przed nami zawaliła się "na śmierć", niezapominanie piękna, smukła, wieża nyskiego ratusza - arcydzieło gotyku.
Niejako w ukłonie, jakby chciała się pożegnać ze swoimi drogimi Nysanami, ugięła się i przewróciła na stronę Rynku w kierunku kamienic Springera. Spojrzałem wówczas na zegarek: 13: 20. I wówczas, jakby i dla wroga zniszczenie tej budowli było także dużym zaskoczeniem, jak na rozkaz umilkł ostrzał. Czy był to ostrzał, czy bomby? Nie jestem w stanie, mimo dobrej woli, dziś powiedzieć. Wydawało mi się, że był to raczej ostrzał artylerii, ale mogę się w tej kwestii mylić. -

Nie mogliśmy nie więcej, więc pojechaliśmy samochodem w drugą stronę Rynku. Tu stanęliśmy przed pozostałościami naszej wspaniałej wieży ratuszowej i oboje nie wstydziliśmy się swoich łez! Pożegnaliśmy się z nią, tą która i nam i naszym przodkom wskazywała wesołe i radosne godziny i która była symbolem naszego miasta pełnego wież. W czasie jazdy dostrzegłem, jak przez ulicę wrocławską przechodził żołnierz, później dowiedziałem się, że był to pewien Kunze z powiatu nyskiego. Może mój niegdysiejszy przyjaciel ze szkolnej ławki Erhard Kunze z Kałkowa? Mogę więc przypuszczać, że byłem jedynym Nysaninem, który widział, jak zawaliła się wieża naszego ratusza, ponieważ dr med. Thassler pochodził z powiatu nyskiego ale nie z samej Nysy. Szczerze mówiąc - to raczej smutny powód do dumy dla mnie. -

Opuściliśmy Nysę nie wpadając po raz kolejny w ostrzał. Po kilku kilometrach zatrzymaliśmy się i obserwowaliśmy płonące miasto. Z powodu braku wieży ratusza, sylwetka miasta uległa znacznej zmianie. Jeszcze gorzej było po kilku dniach, kiedy przeogromny pożar niszczył dach kościoła św. Jakuba.

Miasto kamienic i wież umarło!

-diw-




Gdzie leżała wieża nyskiego ratusza
H. Willimsky

Jako dorosły chłopiec, w wieku 55 lat zostałem w 1944 r. wciągnięty do "pomocy technicznej" do Wrocławia. Zostałem przydzielony pewnej opolskiej kompanii w okolicach Legnicy; budowaliśmy zapory przeciwczołgowe. 15 marca 1945 r. przyjechaliśmy do Nysy i otrzymaliśmy w dawnym browarze Kahla (teraz fabryce farby) kwaterunek. Nie mieliśmy tam kuchni polowej, dlatego przenieśliśmy się do klasztoru werbistów, dlatego że tam były możliwości zorganizowania kuchni. Z uwagi na to, że byłem Nysaninem, mianowano mnie osobą przekazującą rozkazy. Pierwszym miejscem wydawania rozkazów była kamienica Dra Nissena. Dla sztabu rozkazów, obiekt ten okazał się jednakże zbyt mały, dlatego też przenieśli się oni do leżącego na przeciwko budynku administracyjnego. Ten obiekt nie był jednakże wystarczająco bezpieczny od kul, dlatego sztab przeniósł się na Schulstrasse do gimnazjum. My, łącznicy przekazujący rozkazy dla wszystkich grup żołnierzy w mieście i pod miastem, musieliśmy meldować się tam każdego wieczora o 20:00, a wypuszczano nas o 7:00 rano. Jedzenia i picia było tam pod dostatkiem. Jak zawsze jechałem wczesnym rankiem moim rowerem do klasztoru werbistów, kładłem się w pokoju dla wychowanków, który dzieliłem z pewnym handlarzem rowerów z Legnicy i zasypiałem. Ok. południa mój kompan zbudził mnie na jedzenie i odrzekł niespodziewanie: "czy wy w Nysie, nie mieliście przypadkiem takiej spiczastej wieży? - nie ma jej już". Wyskoczyłem do okna -: nie było już wieży naszego ratusza. Zwierzchnik naszej kompanii był bratem dentysty Kasperkowitza; poprosiłem go bym mógł tego dnia po południu wyjechać nieco wcześniej moim rowerem po odbiór rozkazów, bym mógł zabrać parę rzeczy ze swojego mieszkania. Pędziłem co sił, byle tylko zobaczyć tę przewróconą wieżę. Na rogu Celnej i Rynku spostrzegłem, że kamienna część wieży do poziomu wieńca, poza niewielkimi zniszczeniami została zachowana. Po prawej stronie Rynku nie widziałem jeszcze wieży, dopiero jak doszedłem do "Woolworth", zobaczyłem leżący stalowy szkielet hełmu ratusza przed budką wartownika, 60 cm od drzwi wejściowych do sklepu Springera. Wszystko w jednej części na kostce brukowej. Gałka ze szpica wieży leżała tak mocno wciśnięta w ziemię, jakby się rozdwoiła. Ani dawny kościół (hala wystawowa), ani stara Sparkassa nie były uszkodzone. W nocy o 24:00 przyszedł sierżant(Feldwebel) i przyniósł pod pachą okrągłą, mosiężną obwolutę w kształcie kartusza o wymiarach 35 na 15 cm i przekazał ją generałowi. To były znajdujące się w gałce ratusza dokumenty. Generał kazał przyjść kwatermistrzowi, a ten musiał dać sierżantowi flaszkę wódki. - Kolejnego dnia, wcześnie rano płonęły potężne zapasy słomy i siana zgromadzone na stadionie przez kierownictwo armii.
ratusz historia
Porozmawiajmy na ten temat na forum: dołącz do dyskusji
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2012-2017
Inne projekty: Użyj wyszukiwarki | Interaktywne mapy | Opole dawniej | Aplikacje