Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
NYSA
MIASTO NYSA
Kategorie
Informacje o Nysie
Społeczność
Informacje
Opresyjne, policyjno-urzędnicze państwo w praktyce
1.6.2017
Pan Leszek Matejaszek prowadzi własną firmę transportową. Posiada między innymi ciągnik siodłowy Scania. Trzy miesiące temu nyska drogówka zatrzymała pana Leszka do kontroli drogowej. Policjant zabrał dowód rejestracyjny kierowcy bo ciężarówka miała rzekomo zbyt dużo świateł drogowych. Po trzech miesiącach okazało się, że policja w Nysie, razem z komendantem nie znają przepisów, a pan Leszek stracił przez nich ogromną ilość pieniędzy.
Wszystko zaczęło się od niewinnej "rutynowej kontroli drogowej" 7 lutego 2017 roku na ulicy Grodkowskiej w Nysie. Kierowcy, którzy jeżdżą z Nysy do Opola lub Wrocławia wiedzą doskonale, że policja urządza tam sobie regularne "kontrole". Pan Leszek toczył się wolno swoją Scanią, bo jak zwykle po południu jest tutaj wielki korek. W pewnym momencie policjant kazał mu zjechać w lewo. W czasie kontroli funkcjonariusz drogówki powiedział panu Leszkowi, że musi zatrzymać jego dowód rejestracyjny, bo Scania ma za dużo świateł drogowych zamontowanych nad szoferką. Pan Leszek nie zgodził się z policjantem dlatego zażądał aby policja napisała na pokwitowaniu za dowód jaki konkretny przepis naruszył - chciał się bowiem do niego odnieść przy odwołaniu. Policjant tego nie zrobił, bo sam nie wiedział, który konkretnie paragraf z ustawy pan Leszek łamie! A jak się później okazało - nie złamał żadnego przepisu.

Mimo, że ciężarówka od 11. lat regularnie przechodzi przeglądy techniczne i jeździ po całej Europie to dopiero w Nysie policjant zakwestionował dodatkowe lampy zamontowane nad szoferką. Lampy te mają homologację, zostały zamontowane przez producenta i są oryginalne. Nie służą do oświetlania drogi w czasie jazdy, lecz do oświetlania zamkniętych parkingów w czasie załadunku, lub do oświetlania placów budowy w momencie, gdy ciężarówka dowozi na nie żwir. W czasie, gdy policjant zatrzymał do kontroli Scanię światła były wyłączone. Pan Leszek tłumaczył policjantowi, że ten nie ma racji. Dodał nawet, że w Norwegii takie światła są obowiązkowe i gdyby je zdjął to w Skandynawii dostałby mandat. Policjant był nieugięty.

Początek wielkich strat

To był dopiero początek problemów polskiego przedsiębiorcy. Gdy Pan Leszek udał się na stację kontroli aby zrobić przegląd żaden diagnosta nie chciał podbić zgody na dopuszczenie do ruchu Scanii i to mimo że wcześniej wszystkie stacje dopuszczały tę właśnie ciężarówkę do ruchu!

Pan Leszek skierował skargę do komendanta policji w Nysie. Komendant Smoleń stanął jednak murem za swoim podwładnym i skargę odrzucił jako bezzasadną.

Tymczasem firma Pana Leszka zaczęła przynosić straty. W sezonie grzewczym, gdy liczba zleceń na przewóz węgla i koksu jest największa (przedsiębiorca obsługiwał transport dwóch składów węgla) Pan Leszek tracił nawet 5000 złotych dziennie! Ponadto nie obsługiwał innych zleceń jak np. budowy i nie woził na nią żwiru. Jak zauważył, większość jego klientów znalazła sobie nowy transport u konkurencji i do niego już nie wróciła.

Biegły punktuje niewiedzę nyskich policjantów

Pan Leszek nie czekał na działania policjantów z Nysy i opłacił biegłego. Biegły ds. motoryzacji z Krakowa mgr inż. Andrzej Lis wydał opinię, w której jednoznacznie stwierdził, że policja w Nysie, na czele z komendantem, nie mają racji. Biegły zauważył, że światła zamontowane nad szoferką nie są światłami drogowymi, ani postojowymi (jak sugerowali policjanci), lecz reflektorami roboczymi, a ich montaż na rurze nad szoferką jest prawidłowy i zgodny z homologacją. Biegły zauważa też, że kupując nowy ciągnik siodłowy w Polsce bezpośrednio u dilera również otrzymamy takie światła w zestawie, a stacja kontroli takie światła powinna akceptować. Biegły pisał dalej:

Pomocnicze reflektory drogowe mogą być stosowane także w ruchu
drogowym, jeżeli pojazd nie porusza się np. podczas załadunku i rozładunku. W celu oświetlenia pola pracy jedynie reflektory robocze emitują odpowiednią ilość światła i równomiernie oświetlają dużą powierzchnię. Reflektory robocze wolno włączyć tylko wtedy, jeżeli nie oślepiają innych użytkowników ruchu.

Biegły dodał też, że skoro stacja kontroli pojazdów dopuszczała przez 11. lat taki pojazd do ruchu to i teraz powinna to zrobić zgodnie z przepisami Prawa o Ruchu Drogowym.

Opinia biegłego czyni cuda

Pan Leszek, mając opinię biegłego w ręce udał się na stację kontroli pojazdów. Diagnosta, widząc ten dokument, natychmiast podbił pieczątkę pod dokumentem pozwalającym na dopuszczenie do ruchu Scanię. Po trzech miesiącach Pan Leszek mógł w końcu rozpocząć prowadzenie swojej działalności. Przez ten czas jego spółka przynosiła gigantyczne straty. Wg szacunków pana Leszka dziennie Scania potrafiła zarobić nawet 5000 złotych. W czasie postoju nie zarabiała nic, w dodatku Pan Leszek tracił stałych klientów i zwolnił jednego kierowcę. Przedsiębiorca już wynajął adwokata, który przygotowuje pozew przeciwko nyskiej policji. Zażąda w nim odszkodowania za każdy dzień strat. Oczywiście, w przypadku gdy sąd przyzna Panu Leszkowi rację, odszkodowanie zapłaci podatnik. Jakie konsekwencje poniósł policjant i komendant? Do tej pory żadnych, choć odebrali przedsiębiorcy narzędzie jego pracy na trzy miesiące.

W nyskiej policji zdecydowanie źle się ostatnio dzieje. Kilka lat temu czterech funkcjonariuszy pobiło brutalnie przypadkowego człowieka na komisariacie (za co zostali zwolnieni i skazani). W tej chwili toczy się rozprawa przeciwko byłej rzeczniczce prasowej komendy Katarzynie J., której BSW i prokuratura zarzucają sfałszowanie licznika w pojeździe jak i przywłaszczenie dowodu osobistego osoby trzeciej. Komendant Smoleń musi natomiast wyjaśniać prokuratorowi ze Strzelec Opolskich dlaczego fikcyjnie przenosił na inne stanowiska policjantów. Do tego dziennikarze Nowin Nyskich ustalili, że dwóch policjantów z nyskiej komendy ma założone "niebieskie karty". Wg dziennikarzy tygodnika policjanci ci znęcają się fizycznie nad swoimi rodzinami, a kontrolę nad nimi sprawują ich koledzy dzielnicowi.

Urząd Kontroli Skarbowej w natarciu

Wracając do Pana Leszka. To nie było pierwsze jego starcie z opresyjnym aparatem polskiego państwa. Jak piszą dziennikarze Nowin polscy podatnicy zwrócą przedsiębiorcy 250 tys. złotych bezprawnie zabranego podatku i 150 tys. odsetek. Pan Leszek wygrał bowiem przed sądem z Urzędem Kontroli Skarbowej z Opola. Urząd w 2012 roku przeprowadził kontrolę w firmie pana Leszka i zarzucił mu, że w księdze przychodów i rozchodów nie zapisywał imion i nazwisk osób, od których kupował złom. Jak mówi pan Leszek - nie było takiego obowiązku, bo informacje o sprzedających zapisywane były w rejestrach. Urzędników to nie obchodziło i nałożyli karę na przedsiębiorcę w wysokości 250 tys. złotych plus odsetki. Mimo, że pan Leszek wskazał blisko 1500 świadków, którzy potwierdzali jego wersję o tym, iż pobierał dane osobowe od sprzedających i zapisywał w rejestrze, urzędnicy z UKS przez pięć lat do ksiąg rejestrowych nie zaglądnęli. Ta kontrola zakończyła się upadkiem jego pierwszego biznesu. Firmę zamknął, bo UKS zablokował wszystkie konta, pracowników zwolnił, a sam zrezygnował z prowadzenia biznesu w Polsce i wyjechał do Anglii. Tam założył działalność transportową, którą prowadzi do dziś. Jednak cały czas walczył z opolską skarbówką. W marcu 2017 roku wygrał. Sędzia stwierdził, że UKS ma zwrócić przedsiębiorcy 250 tys. złotych i wypłacić 150 tys. zł. odsetek. Dziennikarze Nowin ustalili, że urzędnik, który zniszczył pierwszą firmę pana Leszka nadal pracuje w skarbówce.

W Anglii jest lepiej

Pan Leszek prowadzi firmę w Anglii. Twierdzi, że słabo zna angielski, a mimo to bez problemu dogaduje się z tamtymi urzędami. Jak sam mówi w Londynie urzędnicy pomagają przedsiębiorcom, starają się im tłumaczyć pewne sprawy o charakterze prawnym. Zanim kogokolwiek ukarzą dokładnie sprawdzają każdy przypadek. Zresztą sam pan Leszek mówi, że w Anglii karanie przedsiębiorców jest rzadkością. Tam przedsiębiorca jest traktowany jak klient, a nie jak zbędny petent, który zakłóca czas wolny urzędnika.

Na koniec pan Leszek ironicznie radzi nyskim policjantom aby pojechali do Nowej Królewskiej Wsi na zjazd ciężarówek. Tam praktycznie każda jest wyposażona w światła robocze. Będą mogli zabierać dowody rejestracyjne wedle swoich, wyimaginowanych przepisów do woli...

Źródło: Nowiny Nyskie, nr 22, s.3-6.
społeczeństwo
Porozmawiajmy na ten temat na forum: dołącz do dyskusji
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2012-2017
Inne projekty: Użyj wyszukiwarki | Interaktywne mapy | Opole dawniej | Aplikacje