Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
NYSA
MIASTO NYSA
Kategorie
Informacje o Nysie
Społeczność
Informacje
Przypadek sondy w Nysie
23.06.2015
Czyli rzecz o tym dlaczego nie ufać danym pozyskanym za pomocą sondy.
Nowe władze Nysy postanowiły zmienić oznaczenia autobusów komunikacji miejskiej. Dotychczasowe oznaczenia pięciu głównych linii zostaną zamienione na numery. Zmiana kosmetyczna, która kompletnie nic nie wnosi. Pytanie zasadnicze brzmi: ile taka niepotrzebna, z punktu widzenia logistycznego, zmiana będzie kosztować podatników i po co w ogóle została wprowadzona?

Władze Nysy postanowiły się usprawiedliwić przed społeczeństwem. Na gminnym portalu* pojawiło się kilka powodów, które zdaniem zastępcy burmistrza Marka Rymarza zdecydowały o tej kosmetycznej zmianie. Niestety, ale wszystkie powody są bardzo naciągane, żeby nie powiedzieć, że w ogóle nie są powodami, a jedynie marną próbą wmówienia mieszkańcom, że rzekoma zmiana była konieczna i wymyślona przez samych pasażerów. Nic bardziej mylnego.

W 2013 roku MZK w Nysie przeprowadził pierwszą sondę, w której pytano pasażerów czy rozkład jazdy jest dla nich czytelny. Był to już nowy rozkład, z nowymi oznaczeniami. Sondę (celowo podkreślam: sondę, nie badanie, nie sondaż – bo to coś innego) prowadzili kontrolerzy MZK na przypadkowych ludziach spotkanych w autobusach i przystankach autobusowych. Część z nich to stali klienci, część przypadkowi, pojedynczy ludzie, a jeszcze inni nie byli nawet mieszkańcami Nysy, ani pasażerami! Więc próba, jak to w sondzie, w ogóle nie była kontrolowana, a co za tym idzie, „badanie” można wyrzucić na śmietnik, bo nie jest ani miarodajne, ani tym bardziej rzetelne. Zresztą to samo mówili kontrolerzy, którzy przyznali, że zdarzało się, iż jedna osoba była trzy razy pytana i trzy razy odpowiadała. Nie jest to wina kontrolerów, oni po prostu nie byli w stanie, przy dużej liczbie pasażerów, stwierdzić kto już brał udział w „badaniu”. Bardziej ciekawe były jednak wyniki tej sondy. Otóż okazało się, że blisko 80% pasażerów uznało rozkład za czytelny. Najwięcej zastrzeżeń wcale nie było do numeracji, lecz do np. strony internetowej MZK, na której rozkład źle działa z urządzeniami mobilnymi. Co więcej – większość ludzi twierdziło wówczas, że „już się przyzwyczaili do nowych numerków i ich zmiana na liczby wprowadzi niepotrzebny zamęt”.

Marek Rymarz nie wspomniał o tej sondzie, która jako pierwsza „sprawdzała” opinie mieszkańców. Za to odniósł się do sondy, która przyniosła wynik oczekiwany, choć całkowicie zmanipulowany. Rymarz twierdzi, że od 19 stycznia do 15 lutego 2015 roku, na stronie gminy, była ankieta, w której rzekomo 2121 osób wzięło udział. Aż 80% z nich stwierdziło, że chce powrotu do starego oznaczenia, a 20% było przeciwko. Manipulacja polegała na kilku kwestiach, do których Rymarz się nie odniósł, bo najprawdopodobniej nie miał o nich pojęcia.

Po pierwsze – w ankiecie mógł wziąć udział każdy – od mieszkańca Nysy, który jeździ autobusami aż po boty spamujące, które nie wiedzą nawet czym autobus jest. Po drugie – ankieta internetowa jest sondą. Sonda – i powie to każdy socjolog – nie jest poważnym badaniem. W sondzie może wziąć udział każdy, nie ma się kontroli nad próbą, wyniki sondy nigdy nie są miarodajne i reprezentatywne, sondami łatwo manipulować. Wielu ludzi myli sondę z sondażem. Otóż są to dwie różne metody pozyskiwania danych. Sondaż nie został wykonany, w kwestii MZK, nigdy. Robiono jedynie nic nie znaczące sondy. Po trzecie – na wyniki sondy internetowej można było wpływać także w inny sposób – wiem, sprawdziłem to osobiście. Sonda nie była zabezpieczona przed wielokrotnym oddawaniem głosów. Zrobiłem prosty program napisany za pomocą języka PHP i cURL. I mogłem wysyłać po kilkadziesiąt albo i kilkaset głosów za pomocą jednego tylko kliknięcia myszą (kod źródłowy mam do dziś na dysku jako dowód). Wysłałem około stu głosów w tej sondzie na „nie”. Wszystkie zostały zapisane przez system w bazie danych. Każdy głos był uznany za pojedynczy, oddany przez różnych obywateli. Żeby było uczciwie wysłałem też pakiet stu głosów na „tak”. W ten sposób dowiodłem to o czym alarmują socjologowie w każdym podręczniku do metodologii: sonda nie jest żadnym, poważnym badaniem. Nie należy tego traktować jako coś miarodajnego, czy reprezentatywnego dla jakiejkolwiek populacji. A informatycy z pewnością dorzucą do tego, iż sondy internetowej NIGDY nie da się zabezpieczyć przed manipulacjami ze strony internautów. Przekonały się o tym redakcje największych polskich telewizji. TVP zdjęło sondę internetową dotyczącą poparcia dla prezydenta, gdy w ciągu kilku sekund niektórzy kandydaci dostali po 10 000 głosów. Wszystkie były oddane z różnych numerów IP, różnych hostów. Dla wprawionego informatyka nie ma zabezpieczeń sondy, której nie dałoby się przejść. Dlatego od sond się odchodzi.

Zatem sonda internetowa, na którą powołuje się Rymarz, jest nic nie warta i z punktu widzenia socjologii i z punktu widzenia informatyki. Dane pozyskane takimi metodami i technikami nie powinny być powodem do jakichkolwiek zmian, tym bardziej, że akurat ta „zmiana” będzie kosztować a nie przyniesie żadnych praktycznych rozwiązań (rozkład pozostanie bez zmian – co Rymarz sam zaznaczał).

Rymarz powołuje się także na drugą sondę, przeprowadzoną na forum dyskusyjnym. Z tym, że w tej sondzie wzięło udział ledwie 66 użytkowników. Nie wiadomo nawet ilu z nich założyło konto na forum tylko po to aby oddać głos, nie wiemy ilu z nich korzysta z MZK. Poza tym nadal mamy do czynienia z sondą: niereprezentatywną, łatwą w manipulacji, bez kontroli nad próbą badawczą... Jednym słowem: ciekawostka, ale bez znaczenia.

Oczywiście MZK przeprowadziło kolejną, nic nie znaczącą, sondę. Zapomniano już o wynikach z 2013 roku, zmieniono pytanie i wysłano ludzi w teren. Przepytano 2389 – zdaniem Rymarza – pasażerów. Tylko skąd Rymarz wie, że to byli pasażerowie, a nie np. przypadkowi przechodnie? Przecież ankieterzy pytali też o zdanie ludzi znajdujących się w okolicach przystanków! To mogli być równie dobrze klienci PKSu albo busów. Zresztą w tym przypadku, podobnie jak we wcześniejszych, użyto sondy, więc badanie również nie było reprezentatywne. Nie wiadomo kompletnie nic o próbie badawczej. Nie wiadomo ilu ludzi, z tych którzy udzielali odpowiedzi, to byli stali klienci MZK, a ilu przypadkowych pasażerów. Nie wiadomo nic o wieku respondentów, ani o tym czy czasem nie pojawiły się podwójne głosy (tak było w pierwszej sondzie)... Jednym słowem: kolejna sonda, która nic nie mówi profesjonalnemu analitykowi. Co ciekawe – w tej sondzie jedynie 56,7% pasażerów była „za” zmianami. Niewiele nawet jak na sondę. Tym bardziej, że pasażerowie mogli opacznie zrozumieć ankieterów i myśleć, że zmiana numeracji przyniesie również zmianę w rozkładzie. Zresztą sposób przeprowadzania sondy przez ankieterów też budzi poważne wątpliwości natury metodologicznej.

Władze Nysy powołują się na opinie kolejnych grup: oczywiście były to kolejne niereprezentatywne osoby. Na pierwszy rzut poszli diabetycy (nie wiem skąd pomysł aby akurat ich pytać o zdanie a nie np. osoby z wadą wzroku albo mańkutów? No ale pewnie klucz „doboru” był ten sam: przypadkowi ludzie, których spytano o zdanie w przypadkowej dla nich kwestii). Przepytano czterdzieści osób (na blisko 60 tysięcy mieszkańców!). Jedna była przeciwko zmianom, pozostali „za”. I znowu to samo: nie wiadomo czy ci diabetycy w ogóle jeżdżą autobusami, nie wiadomo co mieli na myśli mówiąc, że są za zmianami? Przecież zmiana numeracji dla wielu ludzi jest jednoznaczna ze zmianą całego rozkładu! Nie było profesjonalnego procesu operacjonalizacji, więc nie mamy pojęcia co tak naprawdę mieli na myśli respondenci...

Kolejna niereprezentatywna grupa, która się wypowiedziała w sprawie to „rada seniorów”. Nysa jest wymierającym miastem, które się starzeje w dość szybkim tempie, więc może pytanie się starszych o zdanie ma sens. Tylko jeśli władze będą opierać swoje decyzje tylko na podstawie opinii schorowanych seniorów niech nie liczą na pozytywne zmiany w średniej wieku mieszkańców. Seniorzy zlecili badanie stowarzyszeniu „60 tysięcy”. Wiadomo, że w badaniu wzięło udział 980 osób. Niestety nic nie wiadomo o badaniu, o pozyskiwaniu próby, o reprezentatywności – jednym słowem: metodologiczna czarna dziura. Władze Nysy ograniczyły się tylko do wydania komunikatu, że w badaniu „zdecydowana większość wskazywała nieczytelność oznaczeń i sugerowała powrót do oznaczeń cyfrowych”. To kolejna manipulacja. Przecież nieczytelność rozkładu nie ma nic wspólnego z oznaczeniami, zaś powrót do oznaczeń cyfrowych nie gwarantuje tego, że będzie czytelniejsza np. czcionka na rozkładach jazdy. Zresztą, jak pisałem już wielokrotnie, to, że jakiś respondent mówi, że chciałby „powrotu do starego rozkładu/oznaczeń” nie znaczy, że chce tylko kosmetycznych zmian zafundowanych przez gminę Nysa. Poza tym to też ciekawa kwestia, bo nie wiemy co tak naprawdę respondenci mówili. Czy twierdzili, że chcą „powrotu do SAMYCH oznaczeń” czy raczej „powrotu do STAREGO rozkładu”. To zasadnicza różnica, którą ankieterzy mogli zbagatelizować.

Rymarz powołuje się także na raport Zespołu TOR. Analitycy stwierdzili w nim, że obecny „system jest chaotyczny i trudny do zrozumienia”. Według nich taki system może powodować brak przyrostu pasażerów. Akurat brak przyrostu pasażerów nie ma związku z oznaczeniami czego najlepszym dowodem jest fakt, iż liczba pasażerów zmniejsza się niezależnie od wprowadzanych zmian. Wynika to z prostego faktu: nasilające się migracje zewnętrzne jak i wewnętrzne i zmniejszająca się w związku z tym liczba mieszkańców Nysy. Nawet gdyby przywrócić starą numerację albo i cały rozkład – to nie poprawi to frekwencji w autobusach MZK. Na dowód podam prosty fakt. W 2005 roku I LO „Carolinum” otworzyło około 14 klas pierwszych. W 2015 mają zaledwie cztery klasy. Spadek o około dziesięć klas w liceum oznacza także spadek wśród pasażerów wykupujących bilety w MZK. Takie spółki gminne jak MZK są niestety skazane, w najbliższej przyszłości, na wegetację. Już dziś głównymi klientami tej firmy są: emeryci, renciści i uczniowie. Gdyby zabrakło uczniów (a zaczyna ich brakować) to okazałoby się, że MZK nie ma kogo wozić za pieniądze, bo akurat emeryci i renciści jeżdżą głównie za darmo.

Na koniec Rymarz dodaje: „mając na uwadze powyższe dane oraz opinie podjęliśmy decyzję o powrocie do cyfrowego oznaczenia linii. Dla przypomnienia, nie zmieniają się trasy autobusów tylko oznaczenia.”

Dane bardzo wątpliwe, pozyskane w sposób jaki metodologia neguje. Żadna poważna instytucja nie powoływałaby się na takie dane jakie za pewnik bierze zastępca burmistrza z Nysy. Zaś sama tylko zmiana oznaczeń, bez korekt w liniach, jest jednoznacznym dowodem na kosmetykę, a nie poważne zmiany. Niestety ta kosmetyka będzie podatników kosztować. Warto spytać: ile?

* http://www.nysa.eu/aktualnosc-7686-dlaczego_zmieniamy_oznaczenia_linii_mzk.html

Polecam panu Rymarzowi: http://nastrazysondazy.uw.edu.pl/czy-sonda-to-sondaz/
polityka
Porozmawiajmy na ten temat na forum: dołącz do dyskusji
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2012-2017
Inne projekty: Użyj wyszukiwarki | Interaktywne mapy | Opole dawniej | Aplikacje