Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
NYSA
MIASTO NYSA
Kategorie
Informacje o Nysie
Społeczność
Informacje
Zdobyć przyczółek
24.06.2015
Był słoneczny, poniedziałkowy poranek. Jak zawsze wówczas miasto leniwie budzi się do całotygodniowego życia. Większość mieszkańców Nysy podąża czym tylko może do swoich miejsc pracy. Jest jednak grupa ludzi, która gromadzi się przed centrum handlowym, a dokładniej przed jednym z przyczółków tego centrum: przed Lidlem.
Podążam za nimi pewnym krokiem. Nie daję po sobie poznać, że jestem kimś z zewnątrz, kimś kto nie przyszedł zdobywać, lecz obserwować. Tłum kotłuje się przed drzwiami wejściowymi. Piętnaście minut przed otwarciem dwóch starszych mężczyzn zajęło już najlepsze pozycje. Za nimi stoi kobieta w średnim wieku. Uśmiechnięta od ucha do ucha, próbuje rozluźnić gęstą atmosferę. Dopytuje:

- Co dzisiaj dają? Coś się stało, że tylu ludzi dzisiaj?

O dziwo – nikt nie odpowiada. Jeden z mężczyzn, który zajął pozycję lidera w tłumie z niecierpliwością zaczął przyglądać się pracownikom Lidla, którzy stali po drugiej stronie. Każdy ich ruch, każde spojrzenie uważnie rejestrował i zdawał się analizować.

Tymczasem tłum się wyraźnie powiększył. Właśnie przyjechały dwa autobusy miejskie – jeden z Kępnicy i Hajduk, a drugi od strony centrum miasta. Z tego pierwszego wylała się prawdziwa lawina żądnych zakupów ludzi. Znowu różny wiek, ale jednak większość to starsi. Bezrobotni? Możliwe. Chociaż bardziej skłaniałbym się ku wersji, iż nowi „zdobywcy Lidla” to mieszkańcy domu socjalnego. Zajęli pozycje w dalszej części. Zapewne narzekali pod nosem na niesprawiedliwość jaka ich dotknęła – czyli lekko opóźniony autobus, przez który są już na straconej pozycji.

Tłum stoi niecierpliwie, wyraźnie daje się odczuć rosnące napięcie.

- Jeszcze pięć minut – rzuca jakiś głos.
- Może otworzą wcześniej? - pyta retorycznie cały czas uśmiechnięta kobieta.

Znowu nikt jej nie odpowiedział. Za to pojawił się niewidomy. Tak – niewidomy. Choć jak sam stwierdził widzi „obrysy”, więc tak do końca niewidomy nie jest. Pyta tylko tłum która godzina, bo on ma zegarek, ale nie widzi wskazówek. Tłum mu odpowiedział. Przy tej odpowiedzi obróciłem głowę za siebie. Tłum znowu zwiększył zajmowaną powierzchnię. Pojawili się także nieco młodsi – głównie kobiety około trzydziestki.

W końcu facet stojący najbliżej drzwi mocno się ożywił. Miał powód. Po drugiej stronie barykady pracownicy Lidla uruchomili pierwsze, wewnętrzne drzwi. Te się niemrawo otworzyły. Tłum zaczął napierać na lidera. Rozpoczęły się nerwowe mikro-migracje wewnątrz tłumu. Wszyscy parli naprzód aby zdobyć przyczółek. Jeszcze nie wiedziałem który konkretnie padnie łupem rozzuchwalonego tłumu. Tekstylia? Obuwie? Spożywcze? Zaraz się okaże.

W końcu drzwi się otworzyły. Dopiero wtedy zauważyłem, że w tłumie stał człowiek z koszykiem na kółkach. Wcześniej nie było go widać, zbyt dobrze był zakamuflowany tłumem. Wchodząc do sklepu na chwilę zablokował wejście. Tłum nie był zadowolony. Po wejściu do środka, a raczej nerwowym „pół-wbiegnięciu” ludzie zaczęli się rozdzielać. Część pobiegła na prawo, część poszła środkiem, a pojedyncze osoby, głównie te młodsze, przedzierały się bez żadnego planu pomiędzy półkami z towarem.

Wszyscy, jak się okazało, mieli jeden cel: tekstylia. Koszule dla mężczyzn, podkoszulki dla kobiet, spodnie z materiału, a pomiędzy tym buty – wszystko – zdaniem „zdobywców” w najkorzystniejszej z możliwych cen.

Tłum, niczym rozwścieczone pszczoły w ulu, zgromadził się przy koszach z towarem. Zaczęła się walka o pozycje. Kto zajmie lepszą? Kto będzie bliżej złotego runa czyli towaru? Komu przypadną tylko najgorsze resztki? Tłum przy koszach ciągle się powiększał. Techniki na zdobycie towaru były różne. Młodzi, którzy dopiero zaczynają karierę „zdobywców” zaczęli popełniać szkolne błędy. Skupiali się na pojedynczych towarach zamiast brać garściami „jak leci”.

Jedna ze starszych kobiet wyrwała z koszów gruby plik koszul. Na oko miała przy sobie około dziesięciu sztuk. Męskie. Po co jej to? Może ma dużo synów? Albo – co bardziej prawdopodobne – własną „szczękę” na targowisku, na którym będzie sprzedawać ten towar z marżą? To nie ma znaczenia. Ona – grubsza kobieta po pięćdziesiątce – wyszła zwycięsko z tego boju. Dostała to co chciała.

Ja stoję przy koszykach z butami. Są trochę mniej oblegane niż kosze ze spodniami czy koszulami. W pewnym momencie podchodzi do mnie niedowidzący. Pyta:

- Gdzie są „tiszerty”, bo wziąłem jeden ale „elka”, a ja chcę „iks-elkę”...

Nie potrafię mu pomóc. Ogarnąłem wzrokiem wszystkie kosze, ale jego „tiszertów” nie znalazłem. Tymczasem zauważyłem kolejną prawidłowość: niektórzy w tłumie działali w grupach. Po co? Jak? Okazało się, że jeśli ktoś chciał kupić spodnie i buty to w pojedynkę nie miał na to szans. Jeśli poszedłby po spodnie to tłum zająłby przyczółek z butami pozbawiając go możliwości zakupu. Gdyby zaś poszedł w kierunku butów nie miałby co liczyć na spodnie. Dlatego, gdy jeden z mężczyzn zdobywał buty, jego żona zadbała o spodnie.

Inną metodę zakupu przyjął pewien młodszy mężczyzna. Wziął ze sobą do kasy pięć par spodni. Wszystkie w takim samym kolorze. Różniła je tylko „rozmiarówka”. Od „elki” aż do „iks-iks-elki”. Spytałem nieśmiało:

- Po co panu tyle spodni?
- Ja nie biorę ich wszystkich – odpowiedział, patrząc na mnie podejrzliwie.
- Jak to? Przecież za chwilę je pan kupi?
- Kupię wszystkie, przymierzę w domu i zostawię tylko pasujące, a resztę zwrócę.

Taka metoda. W zasadzie Lidl daje taką możliwość. Kobieta przy kasie upewniła mężczyznę w jego przekonaniu, że towar może zwrócić, jeśli nie będzie pasował.

- Tylko musi być paragon! - dodaje jeszcze na odchodne kasjerka.

Lidl nie organizuje bowiem dla swoich klientów „przebieralni”. Więc albo kupuje się w ciemno, albo bierze wszystkie możliwe rozmiary i przymierza w domu, po czym oddaje się nadmiar towaru. Nic więc dziwnego, że już piętnaście minut po otwarciu sklepu towaru „z gazetki” nie było w koszykach. Tłum zdobywców wszystko wyniósł, a zwróci później, albo za kilka dni, „gdy emocje już opadną...”

Za kasami dwóch, starszych mężczyzn – liderów – już kilka minut po ósmej chwaliło się swoimi zdobyczami.

- Buty wziąłeś? - pyta pierwszy.
- No pewnie! Będą idealne na rower – odpowiada drugi.
- Ja też wziąłem, ale trochę szkoda ich na rower... Będą na Boże Ciało.

Wychodząc ze sklepu zobaczyłem jeszcze nerwowo wbiegającego do środka mężczyznę. Z wyglądu po trzydziestce. Biedak się spóźnił tylko dwanaście minut (patrzyłem na zegarek) i nic już zapewne nie kupi. Na tej wojnie spóźnialscy są największymi przegranymi. Nie dość, że stracili czas na przyjazd do centrum handlowego, być może zwolnili się na chwilę z pracy, to jeszcze wrócą z pustymi rękoma i nerwami – na Lidla, tłum i oczywiście samych siebie, że dali się namówić na promocję...

Bitwa o przyczółek zakończyła się szybciej niż trwało oczekiwanie na nią przed sklepem. Zwycięzcy schodzili z pola starcia już kilka minut po ósmej. Przegrani to ci, którzy najdłużej zostawali przy koszach zadowalając się resztkami, których nikt nie chciał. Czyli największe rozmiary – zdecydowanie nie na statystycznego „zdobywcę”. Kolejni przegrani, z żalem w oczach i brakiem wiary w znalezienie czegokolwiek co można byłoby kupić, odchodzą zaraz po zwycięzcach. Lidl wraca do swojego niemrawego życia, zaś zwycięzcy tłumnie podążają na przystanek autobusowy. Akurat zaraz będzie wyjeżdżał z zajezdni autobus na Otmuchów, w stronę centrum miasta. Zwycięzcy już na niego czekają na przystanku. Pierwsi. Jak zawsze.
społeczeństwo
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2012-2018
Inne projekty: Użyj wyszukiwarki | Interaktywne mapy | Opole dawniej | Aplikacje